Niepubliczny Żłobek „Pisklęta"

Niepubliczny Żłobek „Pisklęta”

 
 
 
Niepubliczny Żłobek „Pisklęta”
ul. Dziupli 14
02-454 Warszawa
tel.: 606 618 107
zlobek@dziupli14.pl
http://www.dziupli14.pl/
Żłobek Pisklęta – facebook
 
 
Niepubliczny Żłobek „Pisklęta 2″
Rejestr Żłobków i Klubów Dziecięcych m. st Warszawy
Numer wpisu: 120/Z/2013 Wpis s dnia: 30.09.2013
 Niepubliczny Żłobek „Pisklęta”
Rejestr Żłobków i Klubów Dziecięcych m. st Warszawy
Numer wpisu: 62/Z/2012 Wpis s dnia: 28.03.2012

3 thoughts on “Niepubliczny Żłobek „Pisklęta”

  1. Mam zupełnie odmienne odczucia jeśli chodzi o opiekę w żłobku Pisklęta do poprzedniego wpisu. Nasz synek uczęszczał tam przez cały rok szkolny, od momentu gdy ukończył rok.
    Na moje zastrzeżenia, które zadecydowały o wypisaniu synka ze żłobka miało wpływ wiele czynników ale chyba wspólnym mianownikiem jest poczucie, że właścicielki żłobka nie przykładają wagi zarówno do odpowiednich relacji z rodzicami bo te relacje są po prostu „zinstytucjonalizowane” tzn. panie traktują rodziców jak petentów, a to przekłada się na stosunek opiekunek do rodziców. Tak więc oschłe i „z góry” traktowanie rodziców przez zarządzających przekłada się na zamkniętą postawę personelu żłobka. Młode dziewczyny, opiekunki, które być może i miałyby potencjał do opiekowania się dziećmi są zmanierowane i źle przeszkolone do kontaktów z rodzicami. Solidaryzują się przy tym jak kumoszki na rynku obgadując rodziców więc gdy już jedna ma focha to maja tego focha wszystkie. Poza tym trzeba wiedzieć, że jest jeszcze coś takiego w Pisklętach jak tzw. mały i duży żłobek. Oznacza to, że dzieci z prywatnego żłobka przetrzymuje się przez kilka godzin z dziećmi z naboru miejskiego. To niby nikomu nie przeszkadza do momentu gdy np. trzeba przekazać jakąkolwiek informację między opiekunkami. One po prostu się tym dzieckiem nie zajmują bo one są z tego drugiego żłobka!!!! (zupełna pomyłka menadżerska)
    Oprócz tego mam co do żłobka Pisklęta wyrobioną opinię jeśli chodzi o zwodzenie rodziców z nieprawdziwymi informacjami o dofinansowaniu z programu Maluch, dzięki któremu rodzice są biorcami pomocy z urzędu wojewódzkiego z pośrednictwem żłobka. Wszystkie podawane informacje przez panie „dyrektorki” można sprawdzić poprzez transparentny urząd i na bieżąco sprawdzić jak niefrasobliwie traktuje się rozliczenia w tym programie (powoduje to opóźnienia kilkumiesięczne w uzyskiwaniu przez rodziców dotacji, co powoduje, że to rodzice dotują żłobek przez kilka miesięcy a nie budżet państwa).
    Generalnie oceniam opiekę w żłobku na ok. -4 w starej skali ocen. Dodam jeszcze, że żeby dziecko się nie przeziębiało regularnie w żłobku Pisklęta trzeba dzwonić z pracy aby przypomnieć opiekunkom żeby ściągnęły lub ubrały sweter/bluzkę lub dały dziecku pić po południu bo ich głowy są zaprzątnięte czym innym (sama tego nie robiłam ale słyszałam jak dzwonili inni rodzice). Mi zaś wystarczyło poprosić raz aby ubierać dziecku bluzę gdy jest wiatr bo dostał gorączkę poprzedniego dnia i foch ostatecznie zakończył się nie tylko pokazywaniem nam (mi i mężowi) „gdzie jest nasze miejsce” przez wszystkie 3 opiekunki oraz wyraźnie wyczuwalną niechęcią dziecka do przebywania w tym żłobku.
    Dodam jeszcze, że z perspektywy czasu widzę, że w Pisklętach jest bardzo mało zajęć dodatkowych. Dzieci się nudzą, same się bawią / wałęsają a opiekunki rano są ziewające, ze zmęczonymi minami i zupełnie brak im entuzjazmu. Nie oczekujcie też państwo jakiegoś bilansu codziennie co dziecko jadło lub jak mu było w żłobku bo każda z opiekunek czeka jak by tu najszybciej już wyjść do domu.

  2. Jesteśmy rodzicami 3 letniego Alka, który jest absolwentem żłobka „Pislkęta”. Gdy decydowaliśmy się na oddanie go do żłobka miał rok i dwa miesiące, a my byliśmy pełni obaw. Mieliśmy wątpliwości czy ktokolwiek będzie dbał o niego z taką starannością jak robiliśmy to my w domu. Całe szczęście nasze obawy były bezpodstawne. W „Pisklętach” Alek od pierwszego dnia poczuł się jak u siebie. My także szybko przekonaliśmy się, że to miejsce idealne dla niego. Widzieliśmy, że w żłobku robi ciekawe rzeczy plastyczne, ma ciekawe zajęcia ruchowe, a także możliwość poznania zwierzątek – np. żółwia, który odwiedził pewnego dnia dzieciaki. Sami mieliśmy również okazję uczestniczyć w różnych zabawach i zajęciach podczas dni otwartych czy pikników rodzinnnych. Często zdarzało się, że Alek nie chciał wychodzić ze żłobka do domu, a do dziś miło wspomina swoje opiekunki. Z perspektwy czasu jeszcze bardziej doceniamy wysiłki jakie personel żłobka włożył w jego rozwój, ponieważ pomogły one nam w nauce samodzielności naszego syna, która dziś procentuje w przedszkolu!
    Niedawno urodziła nam się córka i nie mamy wątpliwości, że kiedy przyjdzie czas powrotu mamy do pracy, Natalka będzie uczęszczała do „Piskląt”.

    Alicja i Jacek Niewęgłowscy

Dodaj komentarz